Podniosła muzyka, wszyscy na baczność. Idę korytarzem utworzonym przez tłum. Każdy po cichu szepcze moje nazwisko. Ten, który załatwił ostatniego Zrodzonego. Najstarsi Łowcy ściskają moją dłoń, a zebrani wokół niżsi rangą klasczą z zachwytem. Rozbrzmiewa dzwonek telefonu, chwila, że co? Kto, do cholery, zakłóca tak ważny moment?! Dalej dzwoni. No wyłącz ten pieprzony telefon, idioto...
Jęczę głośno, uświadamiając sobie, że to znowu był sen.
Chwytam swój telefon i naciskam po omacku odpowiedni klawisz. Słyszę sapanie w słuchawce i odciągam na chwilę komórkę od ucha. Na wyświetlaczu znajduje się zdjęcie mojego przyjaciela, a ja wzdycham z niedowierzaniem.
-Dlaczego dzwonisz do mnie, Zack, gdy jesteś w trakcie tego... tego w trakcie czego teraz jesteś?- rzuciłem, zakrywając oczy przedramieniem i krzywiąc się.
-O czym ty pieprzysz, Will?- prychnął, nadal głośno oddychając.
-Raczej kogo ty pieprzysz.- jęknąłem z obrzydzeniem.
-Aa, o to ci chodzi...- powiedział rozbawiony.- Mam trupa.- wyjaśnił. Zerknąłem na zegar ścienny.
-I dlatego dzwonisz do mnie o 4 nad ranem?- warknąłem.
-Mówiłeś, że mam cię informować, nie?- odezwał się z wyrzutem.
-Przed tym jak kogoś załatwisz...- westchnąłem.
-Jakoś nie było na to czasu, dlatego dzwonię teraz.- mogę się założyć, że właśnie wzruszył ramionami, szczerząc się jak głupek.
-Po co, Zack?- jęknąłem. Czy ja naprawdę zadaję się z takim idiotą?
-Mam go zakopać? Jest sztywny.- rzucił.
-Sztywny?
-Tak, sztywny. Jak kutas we wzwodzie, Will. Co z nim zrobić?- zapytał.
-Uh, cokolwiek, tylko nie zdradzaj mi szczegółów swojego życia łóżkowego.- burknąłem, rozłączając się.
Dobrze wiedziałem, że teraz już na pewno nie zasnę. Zwlokłem się nieszczęśliwy z łóżka i poszedłem do kuchni, by zrobić sobie kawę. Szybko skorzystałem z łazienki i ubrałem się należycie.
Opróżniłem kubek kilkoma łykami i wybrałem numer do Zacka. Odebrał po dwóch sygnałach.
-Zakopałeś go?
-Jest teraz metr pod ziemią, szefie.- oznajmił. Ściągnąłem brwi w zdziwieniu.
-Po pierwsze to dlaczego tylko metr pod ziemią, a po drugie to mówiłem, żebyś nie nazywał mnie szefem, brzmi to jakby zabijanie tych potworów było moją pracą zawodową.- syknąłem .
-Dlaczego, dlaczego...- przedrzeźniał mnie, naśladując mój głos i sposób mówienia.- Byłem padnięty, nie chciało mi się kopać. I myślę, że masz świadomość, że nazywanie naszej pracy "powołaniem" nic nie zmieni.- zaśmiał się. To jest powołanie.
-Zamknij się.
-Dzwonisz w jakimś konkretnym celu, czy po prostu nie masz komu narzekać?- zauważył.
-Obudziłeś mnie, więc jesteś mi winny śniadanie.- stwierdziłem z uśmiechem.
-Dobra, bądź u mnie za pół godziny. Już wracam do domu.- westchnął. Kiwnąłem głową, po chwili uświadamiając sobie, że Zack tego nie widział. Założyłem kurtkę i buty.
-Będę.- potwierdziłem, rozłączając się i wychodząc z mieszkania.
Przekręciłem klucz w zamku i zbiegłem po schodach, wychodząc na zewnątrz. Zanim jeszcze wsiadłem do samochodu , mój telefon rozdzwonił się po raz kolejny. Zapowiadał się pracowity dzień.
czwartek, 5 lutego 2015
Rozdział 1
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Sztywny jak qtaz we wzwodzie xD
OdpowiedzUsuń