czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 2

Lodowaty wiatr owiewał moje ciało i powodował dreszcze. Kto by pomyślał, że na wyspach brytyjskich może być tak zimno. Miałem wrażenie, że łapy przymarzły mi do śniegu. Zapachy mieszały się ze sobą. Ale żaden z nich nie był znajomy. To przypominało mi o tym co utraciłem.
Powinienem zginąć razem z nimi. Właśnie w tym celu wróciłem. Jednak nadal nie byłem pewien tej decyzji. Może po śmierci nic nie ma? Wciąż będę sam, tylko bez możliwości robienia co mi się podoba? Na pewno trafiłbym do piekła, jeśli ono by istniało. Nie mam zamiaru być niewolnikiem Lucyfera albo innego jebniętego diabła. Wolność jest ważna. Zdecydowanie.
Moje serce, aż rwie się do Stanów Zjednoczonych. Sam nie mam pojęcia czemu. Sierść pod moją szyją pokrywa się zamarzniętymi drobinkami i to nie jest przyjemne uczucie. Zanim mogę się nad tym dłużej zastanowić, biegnę już w stronę miasta.
Znajduję moją czerwoną piękność zaparkowaną pośród drzew, na leśnej drodze. Jest cała i zdrowa. Zmieniam postać, idąc w jej stronę. Wyjmuję kluczyki spomiędzy zaciśniętych zębów, tylko tam mogę je schować. Uśmiecham się lekko i otwieram pośpiesznie tylne drzwi, wskakując do środka i zakładając ubrania. Są trochę pomięte, ale i tak nikt nie zwróci na to uwagi.

***************

-Jak to masz jechać do Wielkiej Brytanii?- Zack robi wielkie oczy, kiedy ja pochłaniam kolejnego tosta.
-Lecieć, Zack, lecieć.
-Ale jak to?- miał trraz bardzo zabawną minę.
-No samolotem, wiesz...
-Pytam poważnie.- jego spojrzenie paliło żywym ogniem, gdy nachylił się nad stołem.
-Mają kogoś do zgarnięcia. Wysoki, brązowe włosy, zielone oczy, czarny płaszcz i skórzane buty.- wzruszyłem ramionami obojętnie.
-To kowboj?
-Usłyszałeś tylko "skórzane buty"?- wywróciłem oczami.
-Nieważne. Kiedy masz lot?- gapił się na mnie oczekująco, uniemożliwiając mi jedzenie w spokoju.
-Za kilka godzin.- rzuciłem, gryząc następnego tosta.- Za dużo keczupu, Zack.- dodałem, przeżuwając kęs.
-Zamiast się czepiać, powinieneś się pakować.- burknął, wstając i zabierając mojego ostatniego tosta z talerza.
-Ejj!- jęknąłem po przełknięciu ostatniego kawałka.
-Lecę z tobą.- stwierdził, szukając plecaka w szafie w przedpokoju.
-Twoja drewniana chatka będzie za tobą tęsknić, Zee.- rzuciłem, wycierając ręce o koszulkę leżącą w przejściu. Moje dłonie są teraz chyba jeszcze bardziej brudne.- Posprzątałbyś tutaj.
-Kto to mówi.- prychnął, wychylając się z szafy z czarnym plecakiem.
-Nigdzie nie jedziesz, za bardzo się wyróżniasz.- spojrzał na mnie pytająco.- Te czarne, lśniące włosy, opalone ciało, hipnotyzujące, złote oczy.- westchnąłem teatralnie.
-Po prostu zazdrościsz. A tak poza tym, to nie są złote tylko czekoladowe.- mruknął, idąc do sypialni.
-Jeśli to sprawia, że śpi ci się lepiej, to możemy udawać, że masz rację.- rzuciłem, podążając za nim.
-Lepiej idź, odpalać tego grata.- zaśmiał się nisko.
-Nie jest żadnym gratem, psychicznie chory morderco.- syknąłem, sztyletując jego plecy wzrokiem.
-Ten samochód jest starszy ode mnie.- prychnął, pakując do plecaka ostatnie rzeczy.
-I tak wygląda lepiej.- rzuciłem, gdy zniknął w łazience.
Zignorował mnie i ruszył do przedpokoju, wkładając skórzaną kurtkę i buty. Zrobiłem to samo, a on cierpliwie czekał przy drzwiach.
-Za mną.- uśmiechnąłem się szeroko, po czym wcisnąłem mu zdjęcia z monitoringu, które dostarczyli przełożeni. -To on?- zapytał Zack, gdy wsiedliśmy do mojego Camaro.
-Mhm.- potwierdziłem, wyjeżdżając na szosę.
-Wydaje mi się, że będzie ciężko.- westchnął.
-Dlaczego?- zapytałem, ściągając brwi.
-Przeczucie.
-Nie lubię twoich przeczuć.- pokręciłem głową nerwowo.
-Uwierz mi, ja też.

1 komentarz: