Strony

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 9

-Cholera, Zack, gdzie ty jesteś?!- krzyknąłem do telefonu, gapiąc się na nieprzytomnego Alexa.
-Will, nie panikuj, tak?- usłyszałem wyluzowany głos po drugiej stronie.- Kule mogą działać nawet do 24 godzin, nie ma powodu do...
-Przecież mówię ci, że to nie były kule, kolt wpadł za ramę łóżka i za cholerę nie mogę go wyciągnąć!- przerwałem mu.
-Więc co mu zrobiłeś?- westchnął ciężko.
-Ugryzłem go i wtedy, tak jakby... No wiesz...
-Nie wiem, Will. Mieliście coś zjeść i po prostu pobyć ze sobą, miałeś poczekać z tym, aż do dobrego momentu.- mówił wolno.
-Nie mogłem się opanować, to było takie silne. On był tak blisko i taki gorący, ja po prostu, nie wiem, dlaczego... Ja nie powinienem, ale myślałem, że dam sobie radę, a teraz przez to zginę... Jak on się obudzi i zobaczy, co mu zrobiłem, to wpadnie w szał...
-Boże, Will, nie panikuj, jestem już w holu.- burknął.
-Pamiętasz numer pokoju?- zapytałem, uważnie obserwując Hazarda.
-214?- upewnił się.
-Mhm, chodź tu szybko.- rzuciłem.
Kilka sekund później Zack wpadł do pokoju, trzymając pistolet przed sobą. Jego wzrok uciekł do łóżka, na którym leżał brunet okryty do pasa kołdrą.
-Czy ty sobie ze mnie żartujesz?
-Można jaśniej?- zapytałem głupkowato.
-Przecież sam mi tłumaczyłeś, że z nimi się nie sypia!- wrzasnął.- Zabiłeś Kate, bo podobno nie była odpowiednia!
-Bo nie była! A ty byłeś Łowcą od roku! Nie chciałem żeby cię zlikwidowali, Zack!- rzuciłem głośno.
-Co, do cholery?- wymamrotał Alexander, przerywając nam. Podparł się na łokciach i trzepocząc rzęsami, spojrzał na mnie.
-Zack.- trąciłem jego przedramię, by podał mi cokolwiek do obrony. Wzruszył tylko ramionami.- No proszę cię! Serio?! Przyjechałeś tu z jednym gnatem?- wyrzuciłem ręce w górę, niedowierzając. Całe szczęście, Alex na razie tylko gapił się na nas, nie wiedząc, co się dzieje.
-Nie powiedziałeś, że jesteś taką ciotą i zgubiłeś swój pistolet!
-Tylko nie ciota"! Wpadł za łóżko, poza tym jestem od ciebie starszy ponad dwieście lat i należy mi się szacunek!
-Żadne dwieście! Naucz się wreszcie liczyć, to tylko sto pięćdziesiąt lat!- prychnął oburzony, wymachując bronią w powietrzu.
-Co za różnica? Pół wieku nic nie znaczy!- warknąłem.
-Jeśli jest się tak starym, jak ty to oczywiście, że nie!- krzyknął, a Alex ześlizgnął się z łóżka, naciągając bokserki na swój piękny tyłek. Chwila. Co?
-Nie jestem stary!- wrzasnąłem, przypominając sobie, co powiedział Zack, zanim mój wzrok skierował się na bladą skórę Hazarda.
Zack miał już odpowiedzieć, ale przerwał mu odgłos przesuwanego łóżka.
-To jest ta twoja spluwa, co?- odezwał się Alex, podnosząc Colta z podłogi.
-Oddaj to, Haz.- rzuciłem cicho. Zack spojrzał na mnie ze zdezorientowaniem.
-Nie obchodzi mnie skąd znasz to przezwisko, ani co zrobiłeś, że czuję się tak dobrze, ale teraz musimy się pożegnać.- puścił mi oczko, sięgając po spodnie.
-O nie, nigdzie nie pójdziesz.- pokręciłem głową przecząco.- No dalej, Zack, mamy zlecenie do wykonania.- kiwnąłem podbródkiem w stronę lokatego, a gdy Zack nadal nie wykonał żadnego ruchu, zabrałem mu pistolet z dłoni i wymierzyłem nim w stronę Alexa.
-Nie zrobisz tego.- uśmiechnął się cwanie Hazard.
-Zobaczymy.- powiedziałem, mrużąc oczy.
-Również mogę do ciebie strzelić.- wzruszył nagimi ramionami, celując we mnie moim Coltem.
-Te kule nie mogą mi nic zrobić, kochanie.- prychnąłem rozbawiony.
-Trudno.- odrzucił broń na bok, oblizując usta.- Mam jeszcze zęby.- rzucił, szczerząc się, a na potwierdzenie jego słów, dwie pary zębów wydłużyły się znacznie.
-My też.- odezwał się wreszcie Zack, stając bliżej mnie, zerkając na porzucony pistolet.
-Uh, nie bawię się tak.- rzucił Alexander, machając na nas ręką i wsuwając kły z powrotem. Pochylił się po swoją koszulkę i przeciągnął ją przez głowę. Nie wiem dlaczego nadal nie strzelałem. To chyba wydawało się po prostu zbyt łatwe.
-Dobra, Alex, masz pięć sekund, żeby się stąd zmyć, a potem zwyczajnie nie będziemy się zastanawiać nad tym, czy chcesz żyć, czy nie.- rzuciłem lekko.
-Ty dajesz mi pięć sekund? Ty? Wydaje mi się, że to wy powinniście stąd teraz uciekać.- zaśmiał się nisko, nakładając skórzane buty.
-Źle ci się wydaje, Hazard. Ale sam tego chciałeś.- warknąłem, naciskając na spust. Alex uniósł głowę, kiedy skończył z butami, a kula zatrzymała się w jego klatce piersiowej.
-Ejj, lubiłem ten T-shirt.- ściągnął brwi, dotykając dziury, przez którą zaczęła przeciekać krew. Ale oprócz tego nic się z nim nie działo.
-Co tam zapakowałeś, Zack?- zapytałem oskarżycielsko.
-Srebrne kule, a co niby?- warknął, nie odrywając oczu od Alexa.
-Naprawdę nie wiesz z kim masz do czynienia?- brunet pokręcił głową zrezygnowany. Uniósł materiał koszulki jedną ręką, a dwa palce drugiej wepchnął w ranę, krzywiąc się lekko.- Nigdy się nie nauczycie. Głupi "Łowcy".- prychnął cynicznie.
-Czym ty, do kurwy, jesteś?- zapytał Zack, gapiąc się na poczynania Alexandra szeroko otwartymi oczami.
-Waszym koszmarem.- zaśmiał się Hazard, wyjmując błyszczące srebro zakrwawionymi palcami.


Rozdział 8

Co ja zrobiłem? Miałem zamiar dobrać mu się do spodni, ale dopiero później. Chciałem spędzić z nim trochę czasu i go poznać...
W zasadzie to nawet nie ja dobrałem się do jego spodni, a on do moich!
Skąd ta panika?
Odkąd pamiętam, to ja byłem tym, który górował. Nie pozwoliłem dotąd nikomu mnie zdominować. Byłem synem Alfy, do cholery!
Will zaczął błądzić rękami po całym moim ciele, liżąc moją szyję.
-Uhh...- wyrwało mi się westchnięcie, gdy nacisnął silną dłonią na wybrzuszenie w moich bokserkach
-Jesteś taki gorący pode mną.- stwierdził szatyn, wpatrując się w gumkę mojej bielizny. Pociągnął ją powoli obiema rękami, uśmiechając się zadziornie.
-Zrób to wreszcie.- jęknąłem, uderzając głową o poduszkę za mną.
-Niecierpliwy?- zaśmiał się, po czym wywrócił oczami, pozbywając się swoich bokserek. Spojrzałem na niego błagalnie, przyciągając do siebie za biodra.- Nie wierzę, że jeszcze kilka minut temu miałeś coś przeciwko...- rzucił, ocierając się o mojego penisa. Pochylił się i włożył dwa palce w moje rozchylone usta.
-Ssij.- rozkazał, patrząc mi w oczy.
Zassałem najpierw same opuszki, potem zsuwając wargi niżej i śliniąc językiem całą długość jego palców. Wyjął je po chwili, prawie kładąc się na mnie i podciągnął moją lewą nogę wyżej, zakładając ją sobie na pośladki. Pocałował mnie przelotnie i dotknął mokrymi palcami mojego wejścia.
Przełknąłem ciężko ślinę na to uczucie. Ułożył swoją głowę na mojej szyi, za co zazwyczaj potrafiłem zabił, po czym wepchnął jeden palec do środka.
Wstrzymałem oddech, gdy nim poruszył, a gdy dodał drugiego, sapnąłem z wdzięcznością.
-Podoba ci się?- zapytał, dotykając ustami mojego ucha.
-Mhm...- zamruczałem przeciągle, jęcząc głośno, kiedy pchnął palce głębiej.
-Też nie lubisz ciszy?- rzucił z uśmiechem, poruszając ręką coraz szybciej, sprawiając, że nie mogłem złapać oddechu.
Zatrzymał się na chwilę, a gdy próbowałem nabrać powietrza, naciskał raz przy razie, cały czas wewnątrz mnie. Dowiedziałem się czego szukał, kiedy moje plecy mimowolnie wygięły się, a z ust wydostało się skomlenie.
Palce natychmiast zniknęły, zostając zastąpione kutasem Willa. Zadrżałem na to uczucie, zaciskając dłonie na kołdrze.
Po chwili wsunął się jeszcze bardziej, a ja zajęczałem , przymykając oczy. Poczułem, że wypełnił mnie całego, sprawiając przy tym trochę bólu.
-Oh, Will...- sapnąłem, wyciągając do niego ręce, nadal z zamkniętymi oczami.
-Mam cię, spokojnie...- westchnął, przyciskając swój tors do mojego. Pocałował mnie w policzek i przygryzł lekko moją dolną wargę. Odczekał jeszcze moment, a potem poruszył się delikatnie, ale pewnie. Odsunął się ode mnie, zaciskając palce na moich biodrach. Uniosłem powieki i wpatrywałem się uważnie w to, co robił.
Wbijał się we mnie miarowo, na razie powoli, dając mi czas na przyzwyczajenie się. Czułem ciepło w podbrzuszu, przyjemne dreszcze i lekkie skurcze. To było tak inne od moich dotychczasowych doświadczeń. O wiele lepsze.
Westchnął cicho i oparł ręce po obu stronach mojego brzucha, zmieniając swoją pozycję. Automatycznie rozsunąłem nogi, robiąc mu więcej miejsca. Przyśpieszył, wgniatając mój tyłek w materac.
-Ohh!- jęknąłem, unosząc pośladki i wypinając je jeszcze bardziej.
-Chcesz więcej, Haz? Chcesz poczuć mnie tak cholernie głęboko?- zapytał, a ja stęknąłem, nie mogąc wydusić z siebie słowa.-Chcesz tego?- ponowił pytanie, zatrzymując się.
-Nie chcę niczego innego, niż to...- powiedziałem słabym głosem. Uśmiechnął się ładnie i położył na mnie. Cofnął swojego penisa na zewnątrz i przyciągnął mnie w dół, łapiąc pod kolanami. Gdy uniósł rękami moje pośladki, wsunął się jednym, płynnym ruchem, pod takim kątem, że otarł się o moją prostatę.
-O mój Boże!- westchnąłem, gdy szatyn nadał swoim pchnięciom szybkie tempo. Sapnął, wchodząc z większą siłą, uderzając w mój tyłek z głośnym plaśnięciem.
Wypuściłem drżący oddech, kiedy poruszał się jeszcze szybciej. Gorąco kumulowało się w moim podbrzuszu, zaciskałem się na jego pracującym penisie.
-Oh tak... Jaki ciasny...- zamruczał Will, opierając głowę na moim ramieniu. Czułem jego ciepły oddech, dreszcze przeszły przez moje plecy. Cicha wątpliwość i niepewność pojawiła się w mojej głowie, jednak wyparta po chwili nadchodzącym orgazmem.
Moje oczy zamknęły się, a usta otworzyły.
-Will...- wydusiłem, gdy uderzył mocno w mój czuły punkt, sprawiając, że doszedłem obficie.
Warknął przy moim uchu, kiedy zaciskałem się na jego nabrzmiałym kutasie. Ruchy chłopaka były niechlujne, potrzebujące. Polizał moją szyję, a ja doszedłem po raz drugi, zaciskając mięśnie na dobre i prowadząc go na szczyt.
Ciepła sperma rozlała się głęboko we mnie, a Will nadal się poruszał, przedłużając nasze orgazmy. Odchyliłem głowę do tyłu, a potem poczułem jak coś ostrego przecina moją szyję.
Zalała mnie ciemność.