Strony

wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 6

Zack nie odezwał się do mnie przez kolejne dwa dni. Zachowywał się jak małe, obrażone dziecko. Kiedy zdecydował się wreszcie zadzwonić, dochodziła trzecia po południu.
-Cześć, Zee! Już myślałem, że kundle cię zjadły...- rzuciłem na powitanie wesoło.
-Jeśli już przy tym jesteśmy, to pragnę cię tylko poinformować, że jeżeli mam ci pomóc z Alexem, to chcę to zrobić jak najszybciej.- oznajmił.
-Nie zdrabniaj imienia naszego celu!- jęknąłem.- To jak z kurczakiem, którego hodujesz, by zjeść...
-Spotkałem go wczoraj, pytał o ciebie.- westchnął ciężko Zack.
-Co?!- prawie spadłem z kanapy, na której siedziałem.
-Dziś wyjdziemy razem na miasto, by go znaleźć. Podobasz mu się, więc zaprosisz gdzieś i zyskasz zaufanie, a potem... Zrobimy, co trzeba.- wyjaśnił szybko, nie dając mi dojść do słowa.
-Chyba sobie żartujesz.- powiedziałem po chwili.
-Masz lepszy plan?
-Każdy plan jest lepszy, możemy na przykład...
-Będę u ciebie za godzinę. Naciągnij na tyłek jakieś absurdalnie ciasne spodnie i ogol się. Powinien na to polecieć.- przerwał mi, wydając polecenia, po czym się rozłączył.
Wstałem z wygodnych poduszek i ruszyłem do sypialni, mamrocząc pod nosem o tym jak głupi jest Zack.
Kazał mi "ogolić się". Miał na myśli twarz, czy... Ale cholera! Mam iść z tym Alexem tylko na randkę, a one nie zawsze kończą się głębszym poznaniem osoby, którą się zaprosiło. Poza tym między nami nie mogłoby do niczego dojść- dosłownie. Jeden z nas nie wyszedłby z tego żywy, a ja nie chcę ryzykować. Ryzyko jest jego domeną. Alexander "Hazard" Collins... Pff. Jak na razie to nie wykazał się za bardzo, by zasłużyć na taki pseudonim.
Nim się obejrzałem, było wpół do szesnastej, a ja dopiero wyszedłem spod prysznica. Co prawda, moja twarz była już gładka, zresztą nie tylko ona. Jednak tak na wszelki wypadek. Pozostało mi teraz ułożyć włosy i wcisnąć się w moje najwęższe jeansy. Przejrzałem się w lustrze i wszystko było jak powinno. Stanąłem tyłem, oceniając czy materiał spodni wystarczająco opina moje pośladki. Szczerze mówiąc, sam bym siebie zerżnął, gdyby to było możliwe.
Zanim Zack pojawił się w moim mieszkaniu, zdążyłem trzy razy umyć zęby i zmienić dwa razy T-shirt.
-Widzę, że chociaż raz się postarałeś. Gdybym nie był tak bardzo hetero, może bym się skusił.- stwierdził mój przyjaciel, wchodząc do środka bezszelestnie.
-Zamknij się lepiej i powiedz, jak mój tyłek.
-Wielki jak zawsze.- zaśmiał się głośno, poprawiając przed lustrem swoją postawioną na lakier grzywkę.
-Świetnie.- mruknąłem. Moje włosy były w artystycznym nieładzie, krzycząc: "Pieprz mnie tu i teraz!". Może mógłbym załatwić Hazarda dziś? Szybko podszedłem do szafy, otwierając ją szeroko i sięgając do skrytki po mojego ulubionego Colta na srebrne kule, które wcześniej moczyły się w środku usypiającym z różnych ziół.
-Po co ci to?- zapytał Zack, gapiąc się na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby wmurowany w podłogę.
-Mam go sprzątnąć, nie zrobię tego gołymi rękami.- rzuciłem, po czym skierowałem się do wyjścia.



1 komentarz:

  1. Moje włosy były w artystycznym nieładzie, krzycząc: "Pieprz mnie tu i teraz!"
    Domagam się gej porno w następnym rozdziale :D

    OdpowiedzUsuń